Koalicja polskich POE na rzecz funduszy unijnych
http://koalicjafs.vimtech.net/biuletyn/id_315.htmlFundusz Spójności w sektorze transportu w latach 2004-2006
Polska Zielona Sieć, 29-09-2006
Podsumowanie Roberta Cyglickiego (Polska Zielona Sieć) - członka Komitetu Sterującego dla Funduszu Spójności w sektorze transport.
Komitet funkcjonował od roku 2003 jako organ opiniujący dla Ministra Infrastruktury realizację zadań w ramach Strategii Wykorzystania Funduszu Spójności. Choć przetrwał burzliwą kadencję dwóch rządów, można uznać, że misję zakończył we wrześniu 2005 r, kiedy odbyło się jego ostatnie posiedzenie, na którym nie tylko wyczerpano, ale i przekroczono możliwe alokacje funduszy. Innymi słowy, środki zostały przypisane konkretnym projektem, ale tylko i wyłącznie na papierze, pozostawiająć pytanie o skuteczność ich wykorzystania.
Zgodnie z moimi obliczeniami Komitet spotykał się siedem razy. Pierwsze posiedzenie o charakterze organizacyjnym odbyło się jeszcze w grudniu 2003 r., a ostatnie - jak już wspomniałem - we wrześniu 2005 r. Tempo z jakim zabrano się do pracy na pierwszy rzut oka może budzić podziw. Wszystkim podobno chodziło o to, żeby nie blokować beneficjentom funduszy na realizację przypisanych im zadań. Czy aby na pewno? Słowa krytyki pozarządowca nie bardzo wpisywały się w ogólną euforię rozdysponowywania środków, a wstrzymywanie się od głosowania było już przejawem swoistego dziwactwa. Koniec końców członkowie Komitetu przynajmniej dziewietnaście razy podnosili rękę udzielając pozytywnych rekomendacji dla projektów zgłoszonych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych, Polskie Linie Kolejowe i Ministrstwo Transportu. Gorące głowy studziła Komisja Europejska, która spośród zgłoszonych projektów, w trakcie trwania obrad Komitetu Sterującego, zatwierdziła dziesięć projektów. Pieniądze mogą jednak otrzymać również projekty z tzw. alokacji funduszu ISPA - czyli inwestycje zatwierdzone przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, które automatycznie zakwalifikowane zostały do sfinansowania z Funduszu Spójności. W sumie mówimy o trzydziestu czterech projektach, których łączna wartość przekracza wysokość dostępnych środków. Zanim jednak popadniemy w euforię (mamy więcej projektów niż pieniędzy) lub depresję (dotychczasowe wykrzystanie środków wolno zbliża się do 30%), warto zastanowić się dlaczego jest tak dobrze skoro jest tak źle…i na odwrót.
O samym Komitecie Sterującym
Komitet doradzał Ministrowi w wyborze projektów, które zgłszano Komisji Europejskiej do sfinansowania. Jego skład początkowo intuincyjnie ustanowili pracownicy Ministerstwa, a następnie został on usankcjonowany przepisami ustawy o Narodowym Planie Rozwoju. Nie jest mi znany klucz powoływania konkretnych przedstawicieli dla sektora rządowego i samorządowego natomiast organizacjom ekologicznym zaproponowano demokratyczną procedurę zgłaszania i wyboru ich przedstawiciela. Z tym większa satysfakcją przyjąłem powierzoną mi funkcję społeczną, której utrzymanie do tej pory dotował Bankwatch - chociażby poprzez zwrot kosztów podróży. Nie podważając niczyich kompetencji, szybko okazało się jednak, że rola Komitetu jest znacznie ograniczona. Projekty zgłaszane były w sposób dość chaotyczny, a większość członków Komitetu (przede wszystkim w jego początkowym składzie) bez oporów przystępowała do głosowania. Kluczową rolę odgrywał tutaj jednak sam przewodniczący, który dążył do jak najszybszego rozdysponowania funduszy. Pod presją szykujących się na scenie politycznej zmian skutecznie ograniczał pole manewru kolejnym ministrom, zawężając jednocześnie zakres działalności Komitetu.
Wpływ na podejmowane decyzje
Choć każdy ze zgłaszanych projektów miał swoją prezentację, to przynajmniej pozarządowi członkowie Komitetu na samym początku nie mieli możliwości zapoznać się z jego dokumentacją. Wyglądało to tak, jakby ktoś nie chciał zawracać nam głowy wymogami formalnymi, czy też zgodnością merytoryczną projektów ze Strategią wykorzystania Funduszu Spójności. Z założenia czuwać miało nad tym ministerstwo i powołane w tym celu specjalne zespoły robocze. Problem jednak polega na tym, że w takiej sytuacji rola Komitetu Sterującego sprowadzona została do zatwierdzania wszystkiego, co zostało dopuszczone do posiedzenia. Dopiero na wyraźną prośbę członków Komitetu ze spotkania na spotkanie przybywało dokumentów, z których mogliśmy wyczytać chociażby, na ile inwestycja jest przygotowana do realizacji. Osoby bardziej wnikliwe żądały możliwości zapoznania się z raportami oddziaływania na środowisko. To właśnie ich lektura tchnęła mnie do głębszej refleksji nad jakością projektów, które ubiegały się o dofinansowanie.
Słabość zgłaszanych projektów
Apel o lepsze przygotowanie wniosków był powtarzany jak mantra, lecz w praktyce - jak się okazywało podczas głosowania - nie wstrzymywało to rekomendacji. Komitet na własne życzenie pozbawiał się możliwości dopingowania beneficjentów do lepszej pracy, przerzucając piłeczkę na stronę Komitetu Monitorującego. Niemniej, każdy miał prawo zgłaszać uwagi i zastrzeżenia. Stąd kwestia jakości ocen oddziaływania na środowisko i sposobu prowadzenia konsultacji społecznych była wielokrotnie poruszana. Ku mojemu zdziwieniu dopuszczano projekty, które nie miały zakończonej procedury w sprawie oceny oddziaływania na środowisko, bądź jej wyniki były przemilczane w samym wniosku. Jak się później dowiedziałem, w zespole roboczym kwalifikującym projekty pod obrady naszego Komitetu nie było przedstawiciela Ministerstwa Środowiska, ani żadnej osoby posiadającej kompetencje w obszarze ochrony środowiska. Niestety, koniec końców wszystkie zgłaszane projekty na drodze głosowania otrzymywały rekomendacje. Niektóre z nich trafiały później na mur Komisji Europejskiej. Przykładem jest budowa drogi ekspresowej S3, której rekomendacja została przegłosowana, mimo iż z pobieżnej analizy dokumentów widać było niezgodność z przepisami środowiskowymi Unii Europejskiej. Po tym jak Komisja odrzuciła ten wniosek, projekt zawisł w próżni.
Tytułem podsumowania
Wykorzystania przez Polskę środków przyznanych na rozwój transportu w ramach Funduszu Spójności nie jest takie oczywiste. Wprawdzie pieniądze będą wydawane do 2010 roku, to widać, że tempo realizacji projektów nie przystaje do terminów, w jakich zostały one zatwierdzone. Paradoksalnie olbrzymią barierą są próby zmiany prawa upraszczające procedury środowiskowe. To właśnie projekty Funduszu Spójności pokazały między innymi niezgodność tzw. specustawy drogowej z prawodawstwem europejskim, co doprowadziło do dalszych zmian w Prawie ochrony środowiska, dokonywanych pod groźbą dalszego wstrzymania wypłat. Sytuacja ta skomplikowała życie inwestorów, ale na swoje nieszczęście domagają się oni dalszych uproszczeń proceduralnych. Skądinąd wiadomo, że Komisja wszczęła już postępowanie przeciwko Polsce zarzucając zbyt wielkie ograniczenia w udziale społecznym w procesie inwestycyjnym. Dlatego też, jeżeli ktoś nie przerwie tego błędnego koła, to w najbliższym czasie beneficjenci Funduszu Spójności będą musieli ponownie powtarzać niektóre procedury administracyjne, co spowoduje dalsze opóźnienia. Wszystkim zainteresowanym pozyskiwaniem funduszy europejskich proponuje pogodzić się z faktem, że każda próba pójścia na skróty, prędzej czy później spotka się z reakcją Brukseli.
Robert Cyglicki jest przedstawicielem organizacji pozarządowych w Komitecie Sterującym dla Funduszu Spójności w sektorze transport, koordynatorem CEE Bankwatch Network, międzynarodowej organizacji monitorującej sposób wydawania funduszy z pożyczek Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz programów Unii Europejskiej.
Zgodnie z moimi obliczeniami Komitet spotykał się siedem razy. Pierwsze posiedzenie o charakterze organizacyjnym odbyło się jeszcze w grudniu 2003 r., a ostatnie - jak już wspomniałem - we wrześniu 2005 r. Tempo z jakim zabrano się do pracy na pierwszy rzut oka może budzić podziw. Wszystkim podobno chodziło o to, żeby nie blokować beneficjentom funduszy na realizację przypisanych im zadań. Czy aby na pewno? Słowa krytyki pozarządowca nie bardzo wpisywały się w ogólną euforię rozdysponowywania środków, a wstrzymywanie się od głosowania było już przejawem swoistego dziwactwa. Koniec końców członkowie Komitetu przynajmniej dziewietnaście razy podnosili rękę udzielając pozytywnych rekomendacji dla projektów zgłoszonych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych, Polskie Linie Kolejowe i Ministrstwo Transportu. Gorące głowy studziła Komisja Europejska, która spośród zgłoszonych projektów, w trakcie trwania obrad Komitetu Sterującego, zatwierdziła dziesięć projektów. Pieniądze mogą jednak otrzymać również projekty z tzw. alokacji funduszu ISPA - czyli inwestycje zatwierdzone przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, które automatycznie zakwalifikowane zostały do sfinansowania z Funduszu Spójności. W sumie mówimy o trzydziestu czterech projektach, których łączna wartość przekracza wysokość dostępnych środków. Zanim jednak popadniemy w euforię (mamy więcej projektów niż pieniędzy) lub depresję (dotychczasowe wykrzystanie środków wolno zbliża się do 30%), warto zastanowić się dlaczego jest tak dobrze skoro jest tak źle…i na odwrót.
O samym Komitecie Sterującym
Komitet doradzał Ministrowi w wyborze projektów, które zgłszano Komisji Europejskiej do sfinansowania. Jego skład początkowo intuincyjnie ustanowili pracownicy Ministerstwa, a następnie został on usankcjonowany przepisami ustawy o Narodowym Planie Rozwoju. Nie jest mi znany klucz powoływania konkretnych przedstawicieli dla sektora rządowego i samorządowego natomiast organizacjom ekologicznym zaproponowano demokratyczną procedurę zgłaszania i wyboru ich przedstawiciela. Z tym większa satysfakcją przyjąłem powierzoną mi funkcję społeczną, której utrzymanie do tej pory dotował Bankwatch - chociażby poprzez zwrot kosztów podróży. Nie podważając niczyich kompetencji, szybko okazało się jednak, że rola Komitetu jest znacznie ograniczona. Projekty zgłaszane były w sposób dość chaotyczny, a większość członków Komitetu (przede wszystkim w jego początkowym składzie) bez oporów przystępowała do głosowania. Kluczową rolę odgrywał tutaj jednak sam przewodniczący, który dążył do jak najszybszego rozdysponowania funduszy. Pod presją szykujących się na scenie politycznej zmian skutecznie ograniczał pole manewru kolejnym ministrom, zawężając jednocześnie zakres działalności Komitetu.
Wpływ na podejmowane decyzje
Choć każdy ze zgłaszanych projektów miał swoją prezentację, to przynajmniej pozarządowi członkowie Komitetu na samym początku nie mieli możliwości zapoznać się z jego dokumentacją. Wyglądało to tak, jakby ktoś nie chciał zawracać nam głowy wymogami formalnymi, czy też zgodnością merytoryczną projektów ze Strategią wykorzystania Funduszu Spójności. Z założenia czuwać miało nad tym ministerstwo i powołane w tym celu specjalne zespoły robocze. Problem jednak polega na tym, że w takiej sytuacji rola Komitetu Sterującego sprowadzona została do zatwierdzania wszystkiego, co zostało dopuszczone do posiedzenia. Dopiero na wyraźną prośbę członków Komitetu ze spotkania na spotkanie przybywało dokumentów, z których mogliśmy wyczytać chociażby, na ile inwestycja jest przygotowana do realizacji. Osoby bardziej wnikliwe żądały możliwości zapoznania się z raportami oddziaływania na środowisko. To właśnie ich lektura tchnęła mnie do głębszej refleksji nad jakością projektów, które ubiegały się o dofinansowanie.
Słabość zgłaszanych projektów
Apel o lepsze przygotowanie wniosków był powtarzany jak mantra, lecz w praktyce - jak się okazywało podczas głosowania - nie wstrzymywało to rekomendacji. Komitet na własne życzenie pozbawiał się możliwości dopingowania beneficjentów do lepszej pracy, przerzucając piłeczkę na stronę Komitetu Monitorującego. Niemniej, każdy miał prawo zgłaszać uwagi i zastrzeżenia. Stąd kwestia jakości ocen oddziaływania na środowisko i sposobu prowadzenia konsultacji społecznych była wielokrotnie poruszana. Ku mojemu zdziwieniu dopuszczano projekty, które nie miały zakończonej procedury w sprawie oceny oddziaływania na środowisko, bądź jej wyniki były przemilczane w samym wniosku. Jak się później dowiedziałem, w zespole roboczym kwalifikującym projekty pod obrady naszego Komitetu nie było przedstawiciela Ministerstwa Środowiska, ani żadnej osoby posiadającej kompetencje w obszarze ochrony środowiska. Niestety, koniec końców wszystkie zgłaszane projekty na drodze głosowania otrzymywały rekomendacje. Niektóre z nich trafiały później na mur Komisji Europejskiej. Przykładem jest budowa drogi ekspresowej S3, której rekomendacja została przegłosowana, mimo iż z pobieżnej analizy dokumentów widać było niezgodność z przepisami środowiskowymi Unii Europejskiej. Po tym jak Komisja odrzuciła ten wniosek, projekt zawisł w próżni.
Tytułem podsumowania
Wykorzystania przez Polskę środków przyznanych na rozwój transportu w ramach Funduszu Spójności nie jest takie oczywiste. Wprawdzie pieniądze będą wydawane do 2010 roku, to widać, że tempo realizacji projektów nie przystaje do terminów, w jakich zostały one zatwierdzone. Paradoksalnie olbrzymią barierą są próby zmiany prawa upraszczające procedury środowiskowe. To właśnie projekty Funduszu Spójności pokazały między innymi niezgodność tzw. specustawy drogowej z prawodawstwem europejskim, co doprowadziło do dalszych zmian w Prawie ochrony środowiska, dokonywanych pod groźbą dalszego wstrzymania wypłat. Sytuacja ta skomplikowała życie inwestorów, ale na swoje nieszczęście domagają się oni dalszych uproszczeń proceduralnych. Skądinąd wiadomo, że Komisja wszczęła już postępowanie przeciwko Polsce zarzucając zbyt wielkie ograniczenia w udziale społecznym w procesie inwestycyjnym. Dlatego też, jeżeli ktoś nie przerwie tego błędnego koła, to w najbliższym czasie beneficjenci Funduszu Spójności będą musieli ponownie powtarzać niektóre procedury administracyjne, co spowoduje dalsze opóźnienia. Wszystkim zainteresowanym pozyskiwaniem funduszy europejskich proponuje pogodzić się z faktem, że każda próba pójścia na skróty, prędzej czy później spotka się z reakcją Brukseli.
Robert Cyglicki jest przedstawicielem organizacji pozarządowych w Komitecie Sterującym dla Funduszu Spójności w sektorze transport, koordynatorem CEE Bankwatch Network, międzynarodowej organizacji monitorującej sposób wydawania funduszy z pożyczek Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz programów Unii Europejskiej.
